Anfield.pl ⚡ Lepsze wrogiem dobrego - thriller w pierwszej części sezonu.
Autor: Kamil Stępień, AnfieldPL
Starcie europejskich gigantów
Po magii futbolu jaki towarzyszy meczom w Lidze Mistrzów i po zwycięstwie nad Realem Madryt czas na małe podsumowanie dotychczasowego przebiegu tej części sezonu. Mamy za sobą 10 kolejek w lidze i myślę, że jesteśmy świadkami niesamowitych emocji i zwrotów akcji, które na pewno zapiszą się w historii klubu.
North-West Derby
O ile zwycięstwo nad liderem z Hiszpanii było imponujące, to jednak walka na lokalnym podwórku budzi obecnie najwięcej emocji. Przed nami jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń w kalendarzu Premier League – starcie pomiędzy Manchesterem City a Liverpoolem.
North-West Derby: 9 listopada 2025. Obie drużyny od kilku już lat rywalizują o tytuł mistrza Anglii, a ich mecze dostarczają niezapomnianych emocji.
Kiedyś to było, a teraz to nie jest
Urodziłem się rok po tym, jak Liverpool po raz ostatni zdołał obronić mistrzostwo Anglii. Drużyna prowadzona przez Boba Paisleya sięgała po tytuł trzykrotnie z rzędu w pierwszej połowie lat '80. Tamte czasy to była ostatnia era dominacji - The Reds rządzili ligą - 10 tytułów na 15 możliwych. W całej ponad 130-letniej historii Liverpool FC wywalczył 20 razy mistrzostwo Anglii. Połowa z tych pucharów przypada na okres od 1976 do 1990 roku. Historia, która od tamtej pory już się nie powtórzyła.
Najbardziej, najwięcej, najdłużej
Co więcej, od momentu powstania Premier League, The Reds zdobyli tylko dwa tytuły mistrzowskie. Pierwszy — po trzydziestoletnim oczekiwaniu w 2020 roku, drugi — w ubiegłym sezonie.
Teraz zespół z Liverpoolu stanął przed wyzwaniem, które w tej lidze udaje się ostatnio tylko w Manchesterze. Najpierw era United, później dekada City.
Obrona tytułu - 21 koronacji - najwięcej w historii. Manchester United zostawiony w tyle. Piękny sen.
Na ławce trenerskiej Arne Slot - zeszłoroczny debiutant, który wygrał ligę. Kadra poszerzona po wydaniu rekordowej sumy na transfery. Oczekiwania i presja urosła. Zaczęto co raz głośniej mówić o początku nowego okresu ponownej dominacji. Kibice na całym świecie czekają na nową erę na miarę legend z czasów kiedy nie było internetu, a o wynikach dowiadywano się z gazet.
Miodowy Miesiąc
Pierwsze tygodnie? Bajkowe:
4:2 z Bournemouth:
3:2 w Newcastle po golu w ostatniej akcji meczu, nastoletni Ngumoha zostaje bohaterem po asyście Szoboszlaia, która była fenomenalna.
1:0 z Arsenalem - strzał życia. Znowu Szoboszlai w roli głównej
2:1 z Burnley - euforia po oblężeniu twierdzy, gol znowu w samej końcówce
3:2 z Atletico Madryt - Diego Simeone traci nerwy. Walka i zwycięstwo
2:1 w derbach z Evertonem nikt nikogo nie połamał i obyło się bez większych dramatów.
2:1 z Southampton w Pucharze Ligi.
Umiarkowana euforia
Po samych zwycięstwach we wszystkich rozgrywkach i komplecie punktów w Premier League kibice mieli prawo poczuć, że to może być początek czegoś wielkiego. Ale patrząc na grę zespołu, można było mieć wątpliwości czy Liverpool jest gotowy na obronę tytułu.
Dominik Szoboszlai - zwycięski gol przeciwko Arsenalowi. Rzut wolny, który wykonał, był arcydziełem. Liverpool 1:0 Arsenal, 3 kolejka, 31 sierpnia 2025.
Lepsze wrogiem dobrego
Szczęście sprzyjało The Reds, a momenty słabości kończyły się happy endem. Dramatyczne gole w ostatnich minutach, euforia na trybunach. Media pisały o „Slot Time”. Tak rodzą się mity. Tak zaczyna się opowieść o drużynie, która potrafi przetrwać wszystko. Wydawało się, że ten zespół jest gotów, by nie tylko bronić tytułu, ale i zbudować nowych "mentalnych potworów".
Jednak pod powierzchnią tej bajki już coś się tliło.
Wirtz – najdroższy piłkarz w historii zawodników z niemieckim paszportem – nie mógł złapać rytmu.
Isak – po transferowej telenoweli, w której sam był głównym scenarzystą – wygląda, jakby jego głowa wciąż była w okresie przygotowawczym, który się nie odbył.
Kerkez– miał być następcą legendarnego Szkota, ale to „stary” Andy Robertson pokazuje młodemu Węgrowi, że jeszcze sporo przed nim.
Frimpong - wyglądał na przysłowiowego jeźdzca bez głowy - dużo wiatru, mało konkretów. Teraz kontuzja wykluczyła go ze składu.
Najlepszy transfer tego lata:
Hugo Ekitike. Pewny, skuteczny, gotowy do rozegrania piłki w środku pola. Po prostu robi swoje. No, może raz odcięło mu prąd, gdy po golu ściągnął koszulkę i zobaczył czerwoną kartkę. Ale kto by pamiętał takie drobiazgi, gdy chłopak daje bramki i energię, której brakuję pozostałym.
Stara gwardia trzyma się mocno:
Szoboszlai i Ryan Gravenberch prezentują na boisku najlepsze wersję samych siebie.
Van Dijk trzyma poziom, Konate też jakby popełnia trochę mniej błędów. Bramkarz z Gruzji, który zastępuje etatowego Brazylijczyka też jest dobry w swoim fachu - łapie co trzeba, dobrze rozgrywa piłkę nogami.
Mo Salah wciąż potrafi zaskoczyć, choć czasem brakuje mu wsparcia ze strony kolegów. Legenda, która wciąż ma coś do powiedzenia. Póki co nie jest w najlepszej formie, ale kto wie, co przyniesie przyszłość.
Miesiąc chaosu
Z euforii do paniki droga jest krótka. Liverpool wpadł w turbulencje. Przez miesiąc nie potrafił znaleźć wyjścia z zakrętu.
1:2 z Crystal Palace – pierwszy policzek. Cios zadany w ostatniej akcji meczu – gola w 96. minucie strzela wychowanek Arsenalu, Eddie Nketiah. Gorzki smak niczym zimna herbata z dnia poprzedniego
0:1 z Galatasaray – więcej pytań niż odpowiedzi.
1:2 z Chelsea, kolejna wycieczka do Londynu i kolejna porażka.
2:3 z Brentford, deja vu.
1:2 z Manchesterem United - setny mecz na Anfield przeciwko Czerwonym Diabłom. Jubileusz, który zamienił się w lament. 1:2, Maguire bohaterem. Największy zawód sezonu.
Slot siedzi, notuje, ale wygląda, jakby pisał list pożegnalny do samego siebie.
Przeklęty Londyn
Miasto, które stało się przekleństwem dla Liverpoolu. Wszyscy pamiętają o „Londyńskim syndromie”, ale nikt nie spodziewał się, że w tym sezonie będzie on tak dotkliwy. Wszystko zaczęło się od Crystal Palace. Później poprawka z Chelsea, która również zadała cios.
Przeklęty Londyn.
Ale najgorsza porażka to ta z Brentford.
Jordan Henderson, dawny kapitan i symbol mistrzowskiego LFC, dziś w barwach Pszczół.
Caoimhin Kelleher, były rezerwowy Liverpoolu, który musiał odejść, by wreszcie zacząć grać.
Jakby los ułożył tę scenę specjalnie.
Dawni żołnierze Kloppa pokazali Slotowi, czym jest walka o każdy metr.
Holender na ławce wyglądał na człowieka, który gubi rytm.
Zmiany wyglądały jak akty desperacji, a nie plan.
Drużyna grała zrywami, jakby sama nie wiedziała, co jeszcze potrafi. Reakcje spóźnione, gesty nerwowe.
Liverpool z mistrza przeistoczył się w zespół, który nie wie, jak reagować na własne błędy.
Każda z tych porażek bolała inaczej, ale łączył je jeden wspólny mianownik – Londyn.
To był miesiąc, w którym Slot po raz pierwszy musiał spojrzeć w lustro i zadać sobie pytanie: czy to jeszcze przejściowe kłopoty, czy już początek poważniejszego problemu?
Ciężki thriller w Liverpoolu
Na Anfield nikt nie używa słowa „kryzys”, ale kibice czują go w powietrzu.
Jeszcze niedawno mówiono o drugiej młodości drużyny, teraz mówi się o braku charakteru.
Slot ma materiał, ma ludzi, ma budżet – ale w tej lidze to za mało.
Tu liczy się ciągłość, chemia i instynkt, a tego wszystkiego w Liverpoolu nagle zabrakło.
To był miesiąc, w którym balonik pękł, a wraz z nim zniknęła iluzja, że mistrzowski tytuł można obronić samym nazwiskiem i entuzjazmem.
Teraz pozostało jedno pytanie: czy Slot potrafi ugasić pożar, zanim zacznie się palić szatnia?
Wszystko albo nic
Kiedy spojrzeć w kalendarz, trudno oprzeć się wrażeniu, że Liverpool w tym sezonie żyje w rytmie sinusoidy.
Upadki są bolesne, a powroty były spektakularne i miały swoją dramaturgię jak z najlepszych filmów akcji. Wystarczy przypomnieć, że dotychczas The Reds ani razu nie zremisowali. Albo wygrywają, albo przegrywają. Zero kompromisów.
To nie był „dołek formy”. To była seria ciosów, które zmiotły narrację o obronie tytułu.
King Ryan
Po październikowym chaosie przyszły dwa mecze, które przypomniały, dlaczego ta drużyna wciąż może bronić tytułu. Do składu wrócił Ryan Gravenberch.
Najpierw Aston Villa – rywal, który tydzień wcześniej ograł Manchester City i miał serię pięciu zwycięstw z rzędu.
Holender wystawił niemal optymalny skład, bez eksperymentów.
Nie było fajerwerków, ale była kontrola.
Pierwszy raz od dłuższego czasu widać było zespół, który wie, co robi. Znamienne jest to, że Slot w całym meczu dokonał tylko jednej zmiany z ławki. Gdzie w poprzednich meczach wykorzystywał maksymalną ilość wejść zawodników rezerwowych.
Wbrew medialnym narracjom – Liverpool nie musiał błyszczeć, żeby wygrać.
Wystarczyło, że przestał sam sobie szkodzić. Albo przestał to robić bo do składu powrócił po kontuzji Ryan Gravenberch.
Królewski pokłon
Liga Mistrzów i Real Madryt.
Nie było zemsty, nie było spektaklu. Była dominacja.
Madryt nie miał nic do powiedzenia – przez dziewięćdziesiąt minut wyglądał jak zespół, który przyjechał na stadion, o którym za dużo słyszał. Slot, gdyby mógł to chętnie by milczał po tym meczu. Wynik i przebieg spotkania mówił za niego. Real w drugiej połowie nie oddał żadnego celnego strzału na bramkę The Reds. Więcej mówiło się o zachowaniu kibiców w stosunku do swojej niedawnej gwiazdy, która zdecydowała się na darmowe odejście do Madrytu niż o grze Mbappe czy Viniciusa Juniora.
Liverpool pokazał, że potrafi grać na mistrzowskim poziomie, gdy stawka jest najwyższa. To był mecz, który przypomniał wszystkim, dlaczego ten zespół zdobył mistrzostwo Anglii w poprzednim sezonie.
✨ graphics: Dalle-E, prompts: AnfieldPL
Przed nami starcie z The Citizens
W niedzielę wszystko znów na chwilę się wyzeruje. Manchester City kontra Liverpool – mecz, który urasta do rangi symbolu tej rundy.
Nie tylko o punkty, ale o głowy, o przekonanie, że chaos da się ujarzmić. Jurgen Klopp kiedyś powiedział o swoich piłkarzach: „mentalne potwory”. Zobaczymy, czy Arne Slot ma w szatni choć kilku z nich.
Bo ten sezon przypomina kabel pod napięciem – wszystko może się jeszcze zapalić.
Manchester City to zespół, który potrafi wykorzystać każdą słabość rywala. Ich gra opiera się na intensywności i presji, a Liverpool musi być gotowy na najtrudniejszy test. Erling Haaland, z jego niesamowitym instynktem strzeleckim, będzie kluczowym zawodnikiem w tym starciu. Często dało się słyszeć głosy, że Norweg gaśnie w największych starciach. I oby tak było w jutrzejszym meczu.
Epilog
W północnym Londynie Arsenal gra jak maszyna – gole po stałych fragmentach, zero strat z tyłu, wszystko dopięte i chłodne jak plan na rzuty rożne ekipy Artety.
Chłodna głowa i ciepły stołek. W szóstym pełnym sezonie „ufania procesowi” wypadałoby w końcu wygrać coś istotnego. Niestety, można się z tym zgadzać lub nie, ale to zdobywane trofea, jak nic innego najlepiej piszą historię. Wyścig o tytuł trwa dalej. Do rozegrania pozostało jeszcze kilka aktów.
Karawana jedzie dalej
Czy Liverpool ma szansę na obronę tytułu? Wszystko w nogach piłkarzy, w głowach trenerów i w sercach kibiców. Czas na kolejne emocje, kolejne starcia i kolejne historie.
Dopóki piłkarze będą wierzyć w siebie, a kibice będą ich wspierać, wszystko jest możliwe. Dopóki piłka jest w grze, a szansę nie są przekreślone w matematyczny sposób, dopóty Liverpool FC może dokonać obrony tytułu. Chciałbym i ja dożyć w końcu tego momentu a nie wspominać odległą historię. Ale to na pewno nie będzie proste. Suma porażek jaki zaznała drużyna w dziesięciu meczach jest identyczna z tą jaką miał Liverpool w swoim ostatnim całym mistrzowskim sezonie.
Obrona tytułu to nie tylko kwestia umiejętności, ale także charakteru i determinacji. Liverpool musi pokazać, że potrafi przetrwać trudne chwile i wyjść z nich silniejszym.
You'll Never Walk Alone - to hasło, które zawsze będzie towarzyszyć The Reds. Nawet jak nie uda się w tym sezonie to zawsze po burzy wychodzi słońce.